czwartek, 25 października 2018

Depresja

znowu łapie. Nie z taką pompą jak sześć lat temu, ale czuje wyraźny spadek formy. Nie potrafię się odnaleźć. Szykuje się coś ważnego dla mnie, coś, o czym nie chcę jeszcze pisać, a ja nie potrafię się do tego zabrać.

Od jutra się zmuszę, pierdolę!

Obiecałem, że to będzie godzina dziennie. Boję się znowu przez to przechodzić. Przez swoją książkę. Boję się ją czytać. Nie, nie budzą się demony. Jest ona moim przekleństwem. Nienawidzę jej, a jednocześnie wiem, że już w życiu nie napiszę czegoś tak mrocznego, czegoś, co chyba prześwietliło mnie na wylot jak promienie rentgena. Obraz na kliszy, tak wyraźny.

Kończę, bo zaczynam smęcić. Nie chcę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz