poniedziałek, 31 grudnia 2018

11 dni do premiery. Staram się nie myśleć i zagrywam swoje lęki przed konsolą. Będzie jak będzie. Znam wartość swojej książki i wiem, że nie jest najgorsza. Już któryś raz z rzędu dostaję info, że to dobry materiał na film. Dlatego piszę scenariusz. Próbuję. 

A dziś?
Cola już się mrozi w lodówce.
Alkoholem gardzę.

U Kaśki światło zgaszone. Nie ma jej pewnie. Krzyżyk na drogę i drogowskaz w dupę.

wtorek, 25 grudnia 2018

Święta to czas refleksji i przemyśleń. Zadumy nad sobą... ale jak dobrze wiecie, refleksje i przemyślenia mam głęboko w dupie.

Postanowiłem zrobić sobie wieczorny spacer. Tak dla siebie, aby wreszcie mój kręgosłup odpoczął po godzinach siekania na konsoli. No i dla coli, bo naszła mnie straszna ochota (Żabki, kurwa, zamknięte, musiałem drałować na koniec osiedla. Była też i czekolada. I baton mars)

Ale ja nie o tym.

Przechodząc zerknąłem w okno, gdzie mieszka Kaśka. Światło było zgaszone, przy ramie okiennej świeciły się lampki i zwisała badziewna girlanda. Widziałem, jak wychodziła z klatki - razem ze swoim dwudziesto-już-kilkuletnim synem, któremu pewnie do dziś sprząta pokój i ścieli łóżko, oraz ze swoim facetem. Przytyła może trochę, ale tak troszeczkę - dalej wygląda jak suchy patyk.

Chciałem podejść i się przywitać. Naprawdę. Otwierała już drzwi do samochodu i wtedy pomyślałem, że jeśli mam zdążyć, to muszę podbiec.

I wtedy odezwał się mój drugi głos, którego tak dobrze znacie z książki...
"Karol, miej wyjebane" - powiedział.

I miałem.

sobota, 22 grudnia 2018

Samotność jest fajna. Nie pyta, nie wymaga. Nie mówi, co robię źle. Nie jest zła, zawsze mnie wysłucha. Milczy, gdy tego potrzebuję.

Nie neguje, nie oskarża.

I wiem, że będzie. I wiem, że nie odejdzie.

wtorek, 18 grudnia 2018

Stoję w kolejce do lekarza. Siedzę. Kilka drzwi po prawej grupa starych ludzi kłóci się o to, kto był pierwszy w kolejce do neurologa. Jedni bawią się telefonami, a drudzy gadają o sprawach starczych - strzykajacych kościach, bolącym kręgosłupie i halluksach. Żeby jeszcze o czymś mądrym, masakra. Obok mnie ktoś co chwilę się wierci, nerwicowiec pewnie, wygląda na takiego.

Jeszcze tylko 10 osób i wchodzę. Po receptę, bo nie wiem o czym miałbym rozmawiać. Niby jest dobrze, a jednak jest źle. Wytrzymam.

sobota, 15 grudnia 2018

Zmusiłem się, aby wyjść na zewnątrz i zrobić cokolwiek ze sobą, byle nie siedzieć w domu i nie narzekać, jak bardzo bolą mnie plecy od grania. Udało mi się usiąść do scenariusza i przepisać kilak stron do zeszytu. Zostały mi tylko dwie, może trzy kartki i zaczynam właściwą historię.

Nie wiem, jak mam się za nią zabrać. Poczekam, jestem cierpliwy.

Premiera książki już niedługo. Boję się.

środa, 12 grudnia 2018

Dziś mam wolne z przymusu, bo strasznie boli mnie brzuch i kręci mi się w głowie, palce drętwieją i przez głowę przechodzą prądy, zupełnie jak pod odstawieniu wenlafaksyny.

Ale ja nie o tym. Refleksja mnie naszła. Jestem modem czy też adminem na kilku grupach na fejsie dla osób zaburzonych. Jeszcze kilka lat temu pojawiało się kilka próśb o dołączenie na tydzień, dziś mam kilka dziennie. Wiem, że część z tych osób to kolekcjonerzy grup, trolle i inne ustrojstwa, ale bardzo wiele z tych osób to osoby z problemami, które szukają pomocy. I przypomniały mi się słowa mojego lekarza, który nie kłamał twierdząc, że po iluś tam latach lekarzenia w przychodni kilkukrotnie przybyło mu pacjentów - tak powiedzmy, ze kilka tysięcy...

A choroby psychiczne to wciąż temat tabu, bo lepiej oczywiście pier*olić o śpiewających karpiach i wszechobecnym dobrobycie.

niedziela, 9 grudnia 2018

Teksty promocyjne "Życie pozapsychotropowe"

Przypominam, że premiera ebooka "Życie pozapsychotropowe" 11.01.2019 w Empikach i innych księgarniach.
Mam też kilka tekstów promocyjne. Pójdą pewnie wszystkie, tyle, że pocięte.

„Życie pozapsychotropowe” to powieść w formie pamiętnika. Opowiada o tym, jak choroba afektywna dwubiegunowa niszczy życie trzydziestoletniego Karola, jak wpływa na jego postrzeganie świata, pracę, związki, rodzinę i odwrotnie – jak otoczenie oddziałuje na chorego, z czym musi się zmierzyć lub… z czym nie chce.
„Jest gorsza niż rak”, twierdzi bohater i uchyla nam drzwi do świata, o którym raczej nie mówimy, którego nie rozumiemy lub boimy się. Bez cenzury opisuje także, co dzieje się za murami szpitala psychiatrycznego. Tam, na oddziale zamkniętym, groteska miesza się ze smutkiem i żalem, zupa pomidorowa jest bez pomidorów, terapia odbywa się w palarni, a leczenie polega na przymusie. Czy bohaterowi uda się zatem znaleźć nadzieję, równowagę psychiczną i podjąć w miarę normalne życie?

Natłok myśli, bezsenność, wyalienowanie, niechęć do życia… Depresja w przebiegu choroby afektywnej dwubiegunowej niszczy życie Karola w każdej dziedzinie, a nic na nią nie pomaga. Ani terapie, ani lekarstwa. Ani reakcje otoczenia, ani dziwny związek, seks i narkotyki…Dzięki prowadzeniu dziennika przez bohatera możemy z bliska, wręcz namacalnie przyjrzeć się sytuacji i myślom osoby chorej, innych chorych oraz najbliższego otoczenia. Autor opisuje z fotograficzną dokładnością swoje dni i stany, reakcje osób, z którymi wchodzi w kontakt, czy lekarzy. Co ciekawe, tragizm łączy z komizmem i groteską, dlatego z pewnością wzbudzi w czytelniku szeroką gamę emocji i zmusi do myślenia. 


Karolowi, trzydziestolatkowi z małego miasta, ucieczka w narkotyki pozwala zapomnieć o depresji. Dobra passa nie trwa zbyt długo. Karol przestaje brać leki za namową partnerki, która twierdzi, że to one są przyczyną jego choroby i bez nich poczuje się lepiej. Nie potrafi zrozumieć, że to choroba oddala go od niej z każdym dniem i za wszelką cenę chce go zatrzymać przy sobie, nawet kosztem jego zdrowia i życia.



Agresja

Nie wiem czemu, ale robię się coraz bardziej nerwowy i coraz ciężej mi jest nad tym zapanować. Leki biorę regularnie, choć muszę przyznać, że mało sypiam.

Na pierwszy ogień idzie Biedronka. Kolejki jak zwykle w pip, a tylko dwie kasy otwarte. Drałuję na sam koniec i grzecznie czekam na swoją kolej. Potem wykładam na taśmę piersi z kurczaka w panierce, Heinz'a i najtańsza czekoladę za 1,69 zł. Przestrzeń za kasa, która powinna być zarezerwowana dla zakupów i spokojnego pakowania, jest zajebana jakimiś gumami do żucia i kinderkami. Kasjerka mnie popędza, trzymam słowa na wodzy.

Na drugi ogień idzie Netto. Głupie baba, co zauważyła kwiatki przy kasie i ona musi kupić, koniecznie bez kolejki, bo to tylko kwiatek przecież i nikomu z tego węża przy kasie nie spieszy się do domu/pracy.

I potem ten dziad, któremu się zachciało płacić na pin. Zamiast zielonego, to wciskał "0" i transakcja oczywiście nieudana. Dwu... trzykrotnie. Wybuchłem, nie wytrzymałem...
- Zielony, kurwa, a nie zero!
- Przecież wciskam zielony!
- Gówno! Wciskasz zero, widziałem!