Święta to czas refleksji i przemyśleń. Zadumy nad sobą... ale jak dobrze wiecie, refleksje i przemyślenia mam głęboko w dupie.
Postanowiłem zrobić sobie wieczorny spacer. Tak dla siebie, aby wreszcie mój kręgosłup odpoczął po godzinach siekania na konsoli. No i dla coli, bo naszła mnie straszna ochota (Żabki, kurwa, zamknięte, musiałem drałować na koniec osiedla. Była też i czekolada. I baton mars)
Ale ja nie o tym.
Przechodząc zerknąłem w okno, gdzie mieszka Kaśka. Światło było zgaszone, przy ramie okiennej świeciły się lampki i zwisała badziewna girlanda. Widziałem, jak wychodziła z klatki - razem ze swoim dwudziesto-już-kilkuletnim synem, któremu pewnie do dziś sprząta pokój i ścieli łóżko, oraz ze swoim facetem. Przytyła może trochę, ale tak troszeczkę - dalej wygląda jak suchy patyk.
Chciałem podejść i się przywitać. Naprawdę. Otwierała już drzwi do samochodu i wtedy pomyślałem, że jeśli mam zdążyć, to muszę podbiec.
I wtedy odezwał się mój drugi głos, którego tak dobrze znacie z książki...
"Karol, miej wyjebane" - powiedział.
I miałem.
O chorobie afektywnej dwubiegunowej, depresji, borderline, oraz o tym, jak męczyłem się z napisaniem książki.
wtorek, 25 grudnia 2018
sobota, 22 grudnia 2018
wtorek, 18 grudnia 2018
Stoję w kolejce do lekarza. Siedzę. Kilka drzwi po prawej grupa starych ludzi kłóci się o to, kto był pierwszy w kolejce do neurologa. Jedni bawią się telefonami, a drudzy gadają o sprawach starczych - strzykajacych kościach, bolącym kręgosłupie i halluksach. Żeby jeszcze o czymś mądrym, masakra. Obok mnie ktoś co chwilę się wierci, nerwicowiec pewnie, wygląda na takiego.
Jeszcze tylko 10 osób i wchodzę. Po receptę, bo nie wiem o czym miałbym rozmawiać. Niby jest dobrze, a jednak jest źle. Wytrzymam.
Jeszcze tylko 10 osób i wchodzę. Po receptę, bo nie wiem o czym miałbym rozmawiać. Niby jest dobrze, a jednak jest źle. Wytrzymam.
sobota, 15 grudnia 2018
Zmusiłem się, aby wyjść na zewnątrz i zrobić cokolwiek ze sobą, byle nie siedzieć w domu i nie narzekać, jak bardzo bolą mnie plecy od grania. Udało mi się usiąść do scenariusza i przepisać kilak stron do zeszytu. Zostały mi tylko dwie, może trzy kartki i zaczynam właściwą historię.
Nie wiem, jak mam się za nią zabrać. Poczekam, jestem cierpliwy.
Premiera książki już niedługo. Boję się.
Nie wiem, jak mam się za nią zabrać. Poczekam, jestem cierpliwy.
Premiera książki już niedługo. Boję się.
środa, 12 grudnia 2018
Dziś mam wolne z przymusu, bo strasznie boli mnie brzuch i kręci mi się w głowie, palce drętwieją i przez głowę przechodzą prądy, zupełnie jak pod odstawieniu wenlafaksyny.
Ale ja nie o tym. Refleksja mnie naszła. Jestem modem czy też adminem na kilku grupach na fejsie dla osób zaburzonych. Jeszcze kilka lat temu pojawiało się kilka próśb o dołączenie na tydzień, dziś mam kilka dziennie. Wiem, że część z tych osób to kolekcjonerzy grup, trolle i inne ustrojstwa, ale bardzo wiele z tych osób to osoby z problemami, które szukają pomocy. I przypomniały mi się słowa mojego lekarza, który nie kłamał twierdząc, że po iluś tam latach lekarzenia w przychodni kilkukrotnie przybyło mu pacjentów - tak powiedzmy, ze kilka tysięcy...
A choroby psychiczne to wciąż temat tabu, bo lepiej oczywiście pier*olić o śpiewających karpiach i wszechobecnym dobrobycie.
Ale ja nie o tym. Refleksja mnie naszła. Jestem modem czy też adminem na kilku grupach na fejsie dla osób zaburzonych. Jeszcze kilka lat temu pojawiało się kilka próśb o dołączenie na tydzień, dziś mam kilka dziennie. Wiem, że część z tych osób to kolekcjonerzy grup, trolle i inne ustrojstwa, ale bardzo wiele z tych osób to osoby z problemami, które szukają pomocy. I przypomniały mi się słowa mojego lekarza, który nie kłamał twierdząc, że po iluś tam latach lekarzenia w przychodni kilkukrotnie przybyło mu pacjentów - tak powiedzmy, ze kilka tysięcy...
A choroby psychiczne to wciąż temat tabu, bo lepiej oczywiście pier*olić o śpiewających karpiach i wszechobecnym dobrobycie.
niedziela, 9 grudnia 2018
Teksty promocyjne "Życie pozapsychotropowe"
Przypominam, że premiera ebooka "Życie pozapsychotropowe" 11.01.2019 w Empikach i innych księgarniach.
Mam też kilka tekstów promocyjne. Pójdą pewnie wszystkie, tyle, że pocięte.
Karolowi, trzydziestolatkowi z małego miasta, ucieczka w narkotyki pozwala zapomnieć o depresji. Dobra passa nie trwa zbyt długo. Karol przestaje brać leki za namową partnerki, która twierdzi, że to one są przyczyną jego choroby i bez nich poczuje się lepiej. Nie potrafi zrozumieć, że to choroba oddala go od niej z każdym dniem i za wszelką cenę chce go zatrzymać przy sobie, nawet kosztem jego zdrowia i życia.
Mam też kilka tekstów promocyjne. Pójdą pewnie wszystkie, tyle, że pocięte.
„Życie pozapsychotropowe” to powieść w formie
pamiętnika. Opowiada o tym, jak choroba afektywna dwubiegunowa niszczy życie
trzydziestoletniego Karola, jak wpływa na jego postrzeganie świata, pracę,
związki, rodzinę i odwrotnie – jak otoczenie oddziałuje na chorego, z czym musi
się zmierzyć lub… z czym nie chce.
„Jest gorsza niż rak”, twierdzi bohater i uchyla nam drzwi do świata, o
którym raczej nie mówimy, którego nie rozumiemy lub boimy się. Bez cenzury
opisuje także, co dzieje się za murami szpitala psychiatrycznego. Tam, na
oddziale zamkniętym, groteska miesza się ze smutkiem i żalem, zupa pomidorowa
jest bez pomidorów, terapia odbywa się w palarni, a leczenie polega na
przymusie. Czy bohaterowi uda się zatem znaleźć nadzieję, równowagę psychiczną
i podjąć w miarę normalne życie?
Natłok myśli, bezsenność, wyalienowanie, niechęć do
życia… Depresja w przebiegu choroby afektywnej dwubiegunowej niszczy życie
Karola w każdej dziedzinie, a nic na nią nie pomaga. Ani terapie, ani
lekarstwa. Ani reakcje otoczenia, ani dziwny związek, seks i narkotyki…Dzięki prowadzeniu dziennika przez bohatera możemy z bliska, wręcz
namacalnie przyjrzeć się sytuacji i myślom osoby chorej, innych chorych oraz
najbliższego otoczenia. Autor opisuje z fotograficzną dokładnością swoje dni i
stany, reakcje osób, z którymi wchodzi w kontakt, czy lekarzy. Co ciekawe,
tragizm łączy z komizmem i groteską, dlatego z pewnością wzbudzi w czytelniku
szeroką gamę emocji i zmusi do myślenia.
Karolowi, trzydziestolatkowi z małego miasta, ucieczka w narkotyki pozwala zapomnieć o depresji. Dobra passa nie trwa zbyt długo. Karol przestaje brać leki za namową partnerki, która twierdzi, że to one są przyczyną jego choroby i bez nich poczuje się lepiej. Nie potrafi zrozumieć, że to choroba oddala go od niej z każdym dniem i za wszelką cenę chce go zatrzymać przy sobie, nawet kosztem jego zdrowia i życia.
Agresja
Nie wiem czemu, ale robię się coraz bardziej nerwowy i coraz ciężej mi jest nad tym zapanować. Leki biorę regularnie, choć muszę przyznać, że mało sypiam.
Na pierwszy ogień idzie Biedronka. Kolejki jak zwykle w pip, a tylko dwie kasy otwarte. Drałuję na sam koniec i grzecznie czekam na swoją kolej. Potem wykładam na taśmę piersi z kurczaka w panierce, Heinz'a i najtańsza czekoladę za 1,69 zł. Przestrzeń za kasa, która powinna być zarezerwowana dla zakupów i spokojnego pakowania, jest zajebana jakimiś gumami do żucia i kinderkami. Kasjerka mnie popędza, trzymam słowa na wodzy.
Na drugi ogień idzie Netto. Głupie baba, co zauważyła kwiatki przy kasie i ona musi kupić, koniecznie bez kolejki, bo to tylko kwiatek przecież i nikomu z tego węża przy kasie nie spieszy się do domu/pracy.
I potem ten dziad, któremu się zachciało płacić na pin. Zamiast zielonego, to wciskał "0" i transakcja oczywiście nieudana. Dwu... trzykrotnie. Wybuchłem, nie wytrzymałem...
- Zielony, kurwa, a nie zero!
- Przecież wciskam zielony!
- Gówno! Wciskasz zero, widziałem!
Na pierwszy ogień idzie Biedronka. Kolejki jak zwykle w pip, a tylko dwie kasy otwarte. Drałuję na sam koniec i grzecznie czekam na swoją kolej. Potem wykładam na taśmę piersi z kurczaka w panierce, Heinz'a i najtańsza czekoladę za 1,69 zł. Przestrzeń za kasa, która powinna być zarezerwowana dla zakupów i spokojnego pakowania, jest zajebana jakimiś gumami do żucia i kinderkami. Kasjerka mnie popędza, trzymam słowa na wodzy.
Na drugi ogień idzie Netto. Głupie baba, co zauważyła kwiatki przy kasie i ona musi kupić, koniecznie bez kolejki, bo to tylko kwiatek przecież i nikomu z tego węża przy kasie nie spieszy się do domu/pracy.
I potem ten dziad, któremu się zachciało płacić na pin. Zamiast zielonego, to wciskał "0" i transakcja oczywiście nieudana. Dwu... trzykrotnie. Wybuchłem, nie wytrzymałem...
- Zielony, kurwa, a nie zero!
- Przecież wciskam zielony!
- Gówno! Wciskasz zero, widziałem!
Subskrybuj:
Posty (Atom)